* Jasmine POV's*
Kilka kolejnych tygodni zleciało na leczeniu. Mimo że lekarze mówili że mogą być nawroty, bo nie mogą stwierdzić czy krew jest oczyszczona do końca, to i tak byłam szczęśliwa.
- Jaki jest twój ulubiony kolor? - spytał Justin, próbując odciągnąć moją uwagę od lekarzy którzy podłączali mnie do jakiegoś urządzenia.
- Hmm... Czerwony. - odpowiedziałam.
- A mój...
- Fioletowy, wiem. - przerwałam mu i zaśmiałam się. - Przepraszam...
- Za dużo o mnie wiesz.
- Wiem o Tobie wszystko. - puściłam mu oczko.
- Nie wszystko. - uśmiechnął się lekko.
Spojrzałam na lekarza który kazał mi się położyć.
- Zostaniesz tutaj? - spojrzałam na Justina, kładąc się.
- Tak. - kiwnął głową.
Położyłam się, a lekarz włączył maszynę. Po raz pierwszy miałam takie dziwne badanie. Nawet nie wiem jak je opisać ani po co ono było. Wpompowali we mnie coś, zrobiło mi się gorąco, miałam dziwny posmak w ustach a gdy lekarz wyłączył maszynę wszystko ustało.
Wstałam i napiłam się wody. Kręciło mi się trochę w głowie.
Wstałam i zachwiałam się. Justin mnie złapał i posadził na krześle na ktorym sam siedział.
- Wszystko w porządku? - spytał cicho. - Dasz radę sama pójść?
Kiwnęłam głową i napiłam się jeszcze raz wody.
- Wszystko w porządku. - spojrzałam na niego. - A czy ty nie musisz wracać do swojego życia?
- Chcesz się mnie pozbyć?
- Nie do końca o to mi chodziło...
- Chodź... - pomógł mi wstać i objął mnie w pasie żebym nie upadła.
- Umiem chodzić. - spojrzałam na niego.
- Wiem, ale nie będę ryzykować.
Westchnęłam. I zaczęliśmy wchodzić po schodach.
- Powinni tu zrobić windy... Moja kondycja umarła... - wysapałam, kiedy usiadłam na łóżku w sali w której aktualnie leżałam.
- Są tutaj windy. Ale chciałem żebyś się przeszła. - zaśmiał się Justin. - Poza tym... To dłuższa droga i mogłem cię dłużej poobejmować.
Spojrzałam na niego i zarumieniłam się.
- Rumienisz się... - uśmiechał się.
- Jakbyś był na moim miejscu też byś się rumienił.
- To opowiedz mi. - oparł się o oparcie krzesła.
- No wiesz... - zaśmiałam się i zarumieniłam jeszcze bardziej. - Kiedyś mogłam tylko marzyć że cię spotkam a teraz siedzisz przede mną i pytasz jakie to uczucie spotkać osobę którą podziwiasz...
- Podziwiasz? Za co mnie podziwiasz?
- Za wszystko. Za to jak kochasz swoich fanów, dbasz o nich...
- A jeśli nie jestem taki jak ci się wydaje?
- Błagam, mówisz jak Edward ze "Zmierzchu". Nie dbam o to co mówią o tobie w telewizji, piszą w tych czasopismach... Ja wiem swoje i tyle.
Telefon Justina zaczął dzwonić.
- Wybacz na chwilę. - wstał i wyszedł.
Kiwnęłam głową i położyłam się. Wzięłam z szafki swój telefon. Właśnie uświadomiłam sobie, że nie sprawdzałam go od ponad miesiąca.
Odblokowała go. Miałam 10 nieodebranych połączeń i 15 sms'ów od mojej siostry, mojego przyjaciela Daniela i przyjaciółki Sophie.
Zaczęłam je czytać i odpisywać.
Kiedy odpisałam na wszystkie do sali wrócił Justin.
- Muszę iść. - wziął swoją kurtkę z oparcia.
Kiwnęłam tylko głową.
- Ale wrócę. Niedługo. Słuchaj... - usiadł na łóżku. - Mam pytanie.
- No więc słucham... Tylko... Nie oświadczaj się...- powiedziałam z uśmiechem i odłożyłam telefon.
- Na to przyjdzie jeszcze pora. - powiedział. - Dasz mi swój numer? Chce się upewniać że wszystko w porządku.
- Nie boisz się że udostępnię twój numer telefonu?
- Nie zrobiłabyś tego. - zaśmiał się i wstał.
- W sumie racja. - zaczęłam podawać mu numer, czując że coraz bardziej się rumienię.
- To do zobaczenia. - wsadził telefon do kieszeni i założył kurtkę.
- Czekaj... Co miałeś na myśli mówiąc "na to przyjdzie jeszcze pora"?
Uśmiechnął się tylko i puścił mi oczko po czym wyszedł.
Nie minęło 5 minut a mój telefon zaczął dzwonić.
- Halo? - odebrałam.
- To tylko ja... Dzwonię żeby się upewnić, że nie podałaś mi jakiegoś przypadkowego numeru żeby się mnie pozbyć. - usłyszałam w słuchawce głos Justina.
- Po co miałabym to robić? - zaśmiałam się.
- Nie wiem. - też się zaśmiał. - Jak się czujesz?
- Tak jak 5 minut temu. Chociaż lepiej się czułam jak ty tu byłeś.
- A twoja mama?
- Moja mama to nie ty. Nią nie mam obklejonych ścian.
Zaczął się śmiać.
- Ej! Nie śmiej się!
Spojrzałam na moją mamę która stanęła w drzwiach a obok moja siostra.
- Muszę kończyć. - uśmiechałam się.
Pożegnałam się i rozłączyłam.
- Jak się czujesz? - mama usiadła na krześle na którym parę minut temu siedział Justin.
- Dobrze. - uśmiechałam się lekko.
Przywitałam się z moją siostrą która weszła do sali razem z krzesłem na którym usiadła.
- Justina nie ma?
- Nie. Musiał gdzieś pojechać. - odpowiedziałam.
Kiwnęły głowami.
- A co tam u ciebie? - spojrzałam na moją siostrę.
- W sumie w porządku... Przyjechałam między innymi żeby dać ci to osobiście. - wyjęła kopertę z torebki i podała mi ją.
Wzięłam ją i otworzyłam.
- To zaproszenie. Na mój ślub. - na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
Również się uśmiechnęłam.
- To fantastycznie.
- No wiem.
- Kiedy będę mogła wrócić do domu? - spojrzałam na mamę.
- Jak cię wyleczą.
Westchnęłam.
- Jesteś głodna?
- W zasadzie to... Nawet bardzo. - dopiero uświadomiłam sobie jak głodna jestem.
- To chodźmy. - Caroline wstała z krzesła.
- Może Ci przyniosę? - moja rodzicielka również wstała. - A ty leż. I odpoczywaj.
- Mamo, proszę. - przewróciłam oczami.
Westchnęła a ja wstałam, założyłam kapcie, wzięłam telefon i poszłyśmy.
Ludzie dziwnie się na mnie patrzyli kiedy szłam do stołówki.
- Czemu się tak gapią? - szepnęłam do moich towarzyszek.
- Jesteś sławna. - zaśmiała się moja siostra. - Wszyscy już o tym gadają że niby ty i Bieber jesteście razem.
- Przecież to nieprawda. - szepnęłam. - Nie jesteśmy parą.
- Jasne, jasne. - mruknęła jak weszłyśmy do stołówki i usiadłyśmy.
- Nie jesteśmy. - mruknęłam pod nosem.