piątek, 23 grudnia 2016

ROZDZIAŁ 2

*Jasmine POV's*

Wspomnienia niczym wir przelatywały mi przez głowę.
Tutaj ja, pierwszy raz jadąc na rowerze, tutaj pierwszy raz idę do przedszkola, cała zapłakana tulę mamę.
Ludzkie życie jest niewyobrażalnie kruche. Wystarczy tak niewiele żeby je stracić.
Jedno wspomnienie zapadło mi w pamięci szczególnie.
Byłam tam ja, moja jeszcze wtedy najlepsza przyjaciółka Sophie, mój przyjaciel, który teraz wyprowadził się na drugi koniec świata - Adam, moja siostra, mama i jej mąż - drugi, bo pierwszy zostawił ją kiedy miałam dwa lata. Nie będę nazywała go swoim ojcem, bo on na to nie zasługuje.

- Dlaczego wy tak bardzo lubicie tego chłopca? - spytała moja mama, wchodząc do mojego pokoju i wyłączając radio. - Twoja siostra nie może się uczyć. Niedługo ma maturę.
Spojrzałam na nią.
- Muszę już iść. - Sophie wstała, wzięła swoje rzeczy i wyszła pośpiesznie. Od tego czasu już się nie widywałyśmy.
Pociągnęłam nosem i wbiłam wzrok w czerwono-fioletową pościel.
Mama usiadła obok mnie i położyła mi rękę na ramieniu.
- Co się stało?
Nie odpowiedziałam. Pokłóciłam się z Sophie o rzeczy które wydają mi się takie głupie... Nie wiem co ona myślała potem... Chciałam jej pomóc, a ona na mnie nawrzeszczała, że nie mam prawa mieszać się w jej życie i będzie się spotykała z kim będzie chciała. Okej, rozumiem... Ale z nauczycielem?!
Co miałam niby powiedzieć mamie? Że osoba którą uważała za swoją drugą córkę spotyka się z moim nauczycielem biologii? Nie ma mowy.
- Odpowiedz...
Spojrzałam na nią i otarłam łzy, które spłynęły po moich policzkach. Nie wiem czemu się poryczałam. W sumie to nie mój problem i lepszy nauczyciel niż jakiś pseudo bad boy. Ale to był mój problem. Przyjaźniłyśmy się praktycznie od zawsze... Nasze mamy od wielu lat są dla siebie jak rodzina.
- Nic takiego... Trochę się... Posprzeczałyśmy. - skłamałam.
Mama nie nabrała się na to kłamstwo. Nigdy nie potrafiłam kłamać. Cholera.
- A teraz powiedz mi co naprawdę się stało. Chyba nie pokłóciłyście się o Justina, prawda?
Obie go lubiłyśmy. A raczej... Kochałyśmy, jeśli można to tak ująć. Miałyśmy każdy album, każdy plakat, każdej piosenki i audycji lub tym podobne slychałyśmy razem. Wszystko robiłyśmy razem. A teraz zostałam sama pośród setek plakatów którymi miałam obklejone ściany. Nawet sufit był w plakatach.
- Nie, to nie o niego chodzi... - patrzyłam na zdjęcie, które stało za nami. Ja i ona. Uśmiechnięte, szczęśliwe... Jak to dawno było... - Sophie woli teraz inne towarzystwo.
To też była prawda. Zaczęła zadawać się, jak to ujęła "osobami wyższych sfer, które nie zajmują się uganianiem za jakimś nastolatkiem".
- Może jej przejdzie... - mama próbowała mnie pocieszyć.
- Może... - mruknęłam.
Wiedziałam, że nie wróci. Wyraziła się jasno, że już nie chce mieć nic wspólnego ani ze mną, ani z moją rodziną, ani nawet z naszym wspólnym przyjacielem Adamem, który podkochiwał się w niej od trzeciej klasy. Stwierdziła że przynosimy jej siarę. Miło. Ciekawe skąd taka nagła zmiana. Pamiętam jeszcze, co powiedziała chwilę przed tym jak weszła moja mama. "Mnie w porównaniu do ciebie ktoś chcę. Bo nie tracę czasu na jakiegoś sławnego gościa, który nigdy nawet na ciebie nie spojrzy. " to powiedziała. Nie wiem co zabolało mocniej.
Do pokoju wszedł mój ojczym - Federic w towarzystwie Adama, który miał minę, jakby ktoś dał mu z liścia. Czyli u niego też była.
Adam, mimo że wygląda strasznie i udaje przed wszytkimi że jest twardy, w naszym towarzystwie zawsze był jak nastolatka - można było z nim porozmawiać o wszystkim. Wiedziałam że przeżył zmianę Sophie bardziej niż ja.
Wstałam i przytuliłam go mocno. Potrzebowałam go. Kogoś w kim miałam oparcie. Kogoś kto nigdy by mnie nie zostawił. Nie mam mu za złe to że wyjechał. Musiał. Ale w porównaniu do Sophie utrzymywał ze mną kontakt. Codziennie dzwonił, gadaliśmy przez Skype co drugi dzień.
- U ciebie też była? - spytała cicho.
- Zadzwoniła do mnie. - odsunął się trochę.
No nie.
- Tak mi przykro... - patrzyłam na niego, czując że smutek zastępuje gniew.
- Mam coś dla ciebie... W sumie to dla ciebie i Sophie, ale to chyba już nie aktualne, więc... - wyjął z kieszeni kopertę.
Serce zaczęło mi bić mocniej. Niemożliwe.
Podał mi ją. Wyciągnęłam w jego stronę drżącą rękę i złapałam kopertę. Była lekka, ale mi wydawało się że waży tonę.
- Niedługo masz urodziny, więc pomyślałem że spełnię twoje jedno z największych marzeń. Niestety tego największego nie udało mi się spełnić... Wszystkiego najlepszego.
Otworzyłam ją powoli i sprawdziłam jej zawartość. Zamarłam. Bilety. Bilety na koncert. Na koncert Justina. Jedne z najlepszych.
Spojrzałam na niego i skoczyłam na niego. Złapał mnie i uśmiechnął się lekko.
Pocałowałam go w policzek.
- Jak ci się udało kupić te bilety?
- No wiesz... Trochę pracowałem... - powiedział i zaśmiał się, widząc moją minę - Rodzice dołożyli mi połowę.
- To bardzo drogi prezent...
- Nie narzekaj tylko się ciesz. - wywrócił oczami.
Zaśmiałam się i spojrzałam na mamę, która szeroko się uśmiechała.
- Z kim pójdziesz? - spytała moja siostra, która stała w drzwiach. Dopiero ją zauważyłam.
- Z Adamem. - zaśmiałam, widząc jego minę
- Nie ma opcji. - postawił mnie na ziemi. - Nie mam czasu.
- To z kim pójdę jak nie z tobą? - spojrzałam na niego z udawaną smutną minką.
- Ja mogę iść z tobą. - odpowiedziała moja siostra. - To może być nawet ciekawe.
I poszła ze mną. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu.
Niestety trzy tygodnie później Adam wyjechał. Jego rodzice dostali w spadku posiadłość na drugim końcu świata. A Sophie? Sophie nadal przyjaźniła się z "wyższymi sferami". A ja zostałam sama.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz